Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

TWARDA WODA

środa, 18 sierpnia 2010 9:33

Zaczepił mnie pewien jegomość i rzekł: panie Przemku pływacy coś słabo pływali.

Słabo? - pytam - jak to? - Ano tylko dwa medale przywieźli z Budapesztu. - To mało? -

Kiedyś jak startowała Otylia było lepiej.


Ano było lepiej. Ale się skończyło. Na razie. Zastanawiam się zawsze jak rodzą się opinie, że dwa medale (złoty i brązowy) to słabo a na przykład pięć to już nieźle. Wszystko przecież zależy od oczekiwań. Na ile medali realnie w danym momencie możemy liczyć. Podejrzewam, że ów jegomość musiał usłyszeć gdzieś, w telewizji na przykład, że pływacy wypadli słabo i tak mu już zostało. W dodatku pamiętał, że niedawno  lekkoatleci zdobyli dużo więcej. Zgoda, tylko że lekkoatleci jechali na mistrzostwa Europy po około 10 medali. Przywieźli 9. Pływacy mieli trzy, cztery szanse. W rankingach europejskich przed mistrzostwami  Polacy zajmowali cztery miejsca w pierwszych trójkach. Paweł Korzeniowski prowadził na 200 metrów motylkiem, Marcin Cieślak był trzeci na tym samym dystansie, a Konrad Czerniak mieścił się w trójkach na 50 dowolnym i 100 motylkiem. Z tego „wyszły" dwa medale. Ani rewelacja, ani dno. Po prostu rzeczywistość. Wiem, że apetyty zaostrzył  Radosław Kawęcki po eliminacjach i półfinale  na 200 metrów grzbietem. W finale zabrakło mu zimnej krwi. Trudno, następnym razem będzie lepiej.


Dwa lata temu z mistrzostw w Eindhoven pływacy przywieźli też dwa medale i to było wielkie rozczarowanie. Zbliżały się igrzyska w Pekinie a wszyscy pamiętali, że jeszcze dwa lata wcześniej w 2006 roku zdobyli, nb. też w Budapeszcie, 8 medali, w tym aż 5 złotych.

Wtedy kontrast był wielki, teraz go nie ma. Nie jesteśmy w szoku. Wiemy, że jesteśmy przeciętni  z kilkoma wyjątkami. Wiemy też, że tylko nieliczni  z niedawnych medalistów mistrzostw juniorskich dochodzą do sukcesów wśród „dorosłych".


Mistrzostwa w Budapeszcie  były pierwszą wielką imprezą w Europie po zakończeniu ery kostiumów hi-tech. Teraz stroje są tekstylne a nie „gumowe", mają mniejszą powierzchnię, szczególnie u mężczyzn. Nie poprawiają pływalności, nie pozwalają wyżej leżeć w wodzie.


Należałoby się więc spodziewać, że pływacy znacznie zwolnią. Rzeczywiście rekordów w Budapeszcie prawie nie było. Jeden - Europy- pobił rewelacyjny francuski grzbiecista Camille  Lacourt na 100 metrów. Padły tylko dwa rekordy Polski. Ale spróbujmy dokonać innego porównania. Eindhoven 2008 -  Budapeszt 2010.  Dwa lata temu w Holandii część pływaków miała już super szybkie kostiumy. A jednak, gdy zestawimy czasy osiągane przez złotych medalistów na poszczególnych dystansach okazuje się, że w stolicy Węgier pływano szybciej. 25 z 40 finałów zakończyło się lepszymi rezultatami niż w 2008 roku. Szczególnie jaskrawo widać to w sprintach czyli wyścigach na 50 i 100 metrów. W 12-tu z 16-tu takich konkurencji zwycięzcy z Budapesztu byli szybsi od tych z Eindhoven. Naturalnie gdyby przeprowadzić podobne porównanie z ubiegłorocznymi mistrzostwami świata w Rzymie proporcje byłyby odwrotne. Wtedy mieliśmy szczyt poliuretanowego wspomagania. Ono naprawdę pozwalało pływać szybciej. Ale widać, że po zdjęciu turbo-kostiumów zawodnicy nie poszli na dno. Jaskrawym przykładem jest tu Paweł Korzeniowski. Na 100  metrów delfinem poprawił rekord życiowy o prawie 0,7 sekundy. Stary rekord ustanowił cały spowity w gumę.


Miałem dziś wielką ochotę napisać coś o tym skąd dowiadujemy się prawdy o świecie. A raczej o tym skąd nie mamy szans jej zaczerpnąć. Ale już nie zdążę. Ruszam na urlop. Następnym razem. Do zobaczenia.



Podziel się:

komentarze (20) | dodaj komentarz

UFF JAK GORĄCO!

środa, 11 sierpnia 2010 9:30

Nie chodzi tylko o upały. To oczywiście też, ale lato powinno być gorące. Gorące i ... spokojne. A tu aż kipi od emocji. Po piłkarskich mistrzostwach świata miałem krótki urlop a po nim  wyjechałem na mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce do Barcelony. A tam czekały na przybyłych dwojakiego rodzaju emocje. Po pierwsze walka o medale na stadionie olimpijskim, po drugie walka o portfele prowadzona przez miejscowych kieszonkowców.


W ciągu dwóch pierwszych dni cztery znajome osoby zostały okradzione lub próbowano je okraść. Kolega, który mieszka w Barcelonie od 20 lat tłumaczył mi, że kieszonkowcy rozplenili się straszliwie od czasu gdy Hiszpania zaczęła  pogrążać się  w kryzysie ekonomicznym. Policja ruszyła by  łapać złodziej, ale to środowisko bardzo sprytnie wykorzystuje system prawny. Po pierwsze kradną drobne sumy, tak aby nie przekroczyć granicy powyżej  której dostaliby się do więzienia. Sądy skazują ich zatem na grzywny i puszczają wolno a oni płacą z „utargu" i dalej buszują po kieszeniach. Drugim sposobem na łagodne potraktowanie przez wymiar sprawiedliwości  jest wiek. W bój puszczani  są młodzieniaszkowie. Nawet jak wpadną nie trafiają do więzienia.. I tak żyje im się nieźle w kraju sprawiedliwości społecznej. Lekarstwo w postaci hasła byłego burmistrza Nowego Jorku Rudolpha Gulianiego „zero tolerancji dla drobnych przestępstw" jest w zapateryzmie niemożliwe do zastosowania.


Aż 9 medali naszych lekkoatletów przyjemnie mnie zaskoczyło. Obawiałem się że będzie gorzej. Tymczasem jak zabrakło naszych tyczkarek, to na podium stanął tyczkarz. Jak przegrały męskie sztafety to medal zdobyła żeńska 4x100. Patrząc na wyniki indywidualne dziewczyny nie miały prawa znaleźć się  w trójce. A jednak się znalazły. Dwa medale w jednym biegu (800 m)  to też rarytas, który nie przytrafił się nam od 40 lat (nie liczę hali). Kto by pomyślał , że w chodzie bez „Korzenia" może nam „pójść". A Grzegorzowi Sudołowi poszło aż miło. No i Piotrek Małachowski przełamał kompleks srebra i zdobył złoto. Zresztą każdy z naszych medalistów zasłużył na 100 lat.  


Teraz w Budapeszcie walczą pływacy. 4 lata temu na tej samej pływalni zdobyliśmy 8 medali w tym 5 złotych. Ale czasy się zmieniły. Nie ma Otyli, nie ma Kasi Baranowskiej, rewelacyjnej wtedy sztafety dziewczyn 4x200. W 2006 roku srebrny medal tejże sztafety wydawał się początkiem czegoś wielkiego a okazał się początkiem i końcem jednocześnie.

Teraz mamy trzy  może cztery szanse na podium. Same męskie. Paweł Korzeniowski jeśli wygra na 200 motylkiem będzie miał trzecie z rzędu złoto. Dwa lata temu wprawdzie przypłynął do mety drugi, ale Drymonakos wpadł na „koksie". Poza tym mamy Konrada Czerniak, Marcina Cieślaka i....może odrodzi się Mateusz Sawrymowicz  lub Przemek Stańczyk. Dziś płyną w finale na 1500.


W Warszawie pod Pałacem Prezydenckim też jest gorąco. Wokół krzyża. Abstrahuję od kontekstu politycznego. Co innego mnie boli. Przy krzyżu czuwają starsi, niezamożni, prości ludzie. Są tam dzień i noc, nie bacząc na trudy i zaczepki. Modlą się. Strasznie to zniesmacza wielu luminarzy. Komentują, ironizują, dystansują się. Skansen - powiadają.. . Grupa „młodych nowoczesnych" zorganizowała  demonstrację przeciw krzyżowi. Zresztą i bez tej demonstracji w stronę czuwających kierowane są szyderstwa.. Media w większości nie skrywają niechęci wobec, jak to określają, „tak zwanych obrońców krzyża". Wygląda na to że cały „elegancki świat" sprzysiągł się przeciwko - uwaga- z jego punktu widzenia - fanatykom. Zaiste groźni to fanatycy. Dysponują gigantycznymi wpływami. Zaatakować takich to odwaga i tytuł do chwały. „Przywalić moherom" - to wymaga brawury i fantazji.


Żyjemy w świecie, w którym dobrze widziane jest bycie fanem. sportu, muzyki, tańca, ekologii etc. Byle nie krzyża. Bo wtedy fan zmienia się w fanatyka. Uff jak gorąco...



Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

MUNDIALU CZY CI NIE ŻAL?

poniedziałek, 12 lipca 2010 13:05

Cóż to za ulga przyznać się do błędu. Wszelkie moje  przewidywania dotyczące tego kto zostanie mistrzem świata okazały się mylne. Argumenty historyczne, które przytaczałem nie sprawdziły się. Europa po raz pierwszy triumfowała poza Europą, a mistrz Starego Kontynentu wygrał Mundial po raz drugi w historii po 36 latach ( rok 1974 RFN). Wpływ rozgrywania meczów na różnych wysokościach nad poziomem morza i kolejność ich rozgrywania (najpierw wysoko - potem nisko lub na odwrót) też nie okazał się decydujący.

Np. wydawało się że Niemcy mają niekorzystną sekwencję a zajęli trzecie miejsce. Można się upierać, że Holendrom przypadł sprzyjający układ i doszli do finału a Włochom zły i nie wyszli z   grupy, ale w przypadku tych drużyn inne czynniki okazały się mocniejsze i decydujące.


Wszelkie przewidywania wyników przed imprezą są tylko zabawą, zresztą pasjonującą, a rzeczywistość okazuje się bardziej skomplikowana. I całe szczęście bo życie w świecie zdeterminowanym i przewidywalnym byłoby nie do zniesienia. No, może z wyjątkiem kogoś kto co tydzień trafiałby w totolotka, ale po jakimś czasie też by się znudził.


Triumf Hiszpanów przyjąłem z zadowoleniem. Zwyciężyli Ci, którzy grali w piłkę i grali piłką. Strzelili mało goli - w całym turnieju tylko 8 w 7 meczach. No dobrze, ale też wszyscy przeciwnicy strasznie się na Mistrzów Europy napinali. Przygotowywali specjalne strategie utrudniania im życia polegające w większości na faulach. Nikt jakoś nie zaryzykował z nimi otwartej gry jak my w towarzyskim meczu przed mistrzostwami. Przeczytałem gdzieś, że styl nowych mistrzów świata jest irytujący. Mnożenie dziesiątek podań nie doprowadzających do zdobycia bramki zabija futbol. E tam. A kopanie po kościach nie zabija? A dalekie wykopy „na aferę" nie zabijają? A nastawianie się na  zagęszczoną obronę i strzelanie tylko z tzw. stałych fragmentów nie zabija. Hiszpanie wypracowali swój styl oparty na technice i ruchliwości, wypróbowany po stokroć przez Barcelonę. Przyniósł im tytuł mistrzów Europy i świata a kibicom całkiem dobre widowiska. Wczorajszy finał nie był może porywający, ale był interesujący. Czekałem kiedy Holendrzy zostaną w 10-kę. Powinni już w pierwszej połowie po faulu de Jonga, w którym wyprowadził coś w rodzaju kopnięcia karate z wyskoku w pierś rywala. Van Bommel też nie miałby prawa narzekać,  gdyby  zamiast żółtej kartki zobaczył czerwoną. Inna sprawa, że strzelec jedynego gola i bohater Hiszpanii Adres Iniesta za faul bez piłki na van Bommelu właśnie,  też mógł wylecieć z boiska. Bilans pomyłek Howarda Webba wyszedł mniej więcej na zero. Holendrzy schodzili z boiska w poczuciu krzywdy, ale zginęli od broni, którą sami zastosowali. Po raz trzeci w historii zostali wicemistrzami. Pod tym względem nikt nie może się z nimi równać choć rozumiem, że dla nich to przekleństwo.


Na koniec o dwóch nagrodach indywidualnych. Choć raz mogę w pełni zgodzić się z rozstrzygnięciami. Diego Forlan najlepszym piłkarzem Mundialu. 5 goli, kilka z nich pięknych jak strzały w półfinale z Holandią czy w meczu o trzecie miejsce z Niemcami.

Trudno wskazać drugiego piłkarza, który miałby tak przemożny, dobry wpływ na grę swojego zespołu. Dostał Złotą Piłkę. (Nie mylić ze Złotym Butem nagrodą dla najlepszego strzelca, którą otrzymał Thomas Mueller - 5 goli podobnie jak Forlan, Sneijder  i Villa, ale więcej od nich asyst)  Najlepszym bramkarzem Iker Casillas i racja. Był świetny przez cały turniej, ale dwie obronny w sytuacji sam na sam w finale jeszcze wzmocniły jego kandydaturę.


Nam na wątpliwą pociechę zostaje fakt, że 0:6 przegraliśmy z mistrzami świata. I druga satysfakcja,  trochę z boku - koszykarze do lat 17 wicemistrzami globu. Co się z nich wykluje?



Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

poniedziałek, 6 września 2010

Licznik odwiedzin:  287 254

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Przemysław Babiarz, ur. w Przemyślu. Studiowałem w Krakowie najpierw w latach 1982 -85 na teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem w latach 1985 - 89 na wydziale aktorskim PWST im. L. Solsk...

więcej...

Przemysław Babiarz, ur. w Przemyślu. Studiowałem w Krakowie najpierw w latach 1982 -85 na teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem w latach 1985 - 89 na wydziale aktorskim PWST im. L. Solskiego. Po studiach przez trzy sezony pracowałem w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Wielkich ról mi nie powierzano. A jedyną tytułową zagrałem, np. w zastępstwie , w sztuce dla dzieci

schowaj...

Polecam

  • Książka "Droga donikąd" Józefa Mackiewicza
  • Książka "Rosja Putina" Anny Politowskiej
  • Książka "Heretycy" G.K.Chestertona
  • Książka "Demon Południa" Grzegorza Górnego
  • Książka "Esej o duszy polskiej" Ryszarda Legutki
  • Jestem od dzieciństwa miłośnikiem książek Edmunda Niziurskiego: "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa", "Klub Włóczykijów", "Naprzód Wspaniali", "Sposób na Alcybiadesa". I "Tytusa , Romka i A’tomka" Henryka Jerzego Chmielewskiego. Znam b.dobrze pierwszych 10 ksiąg, z czego trzy pierwsze na pamięć.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 29.08.2010 14:43:09
  • autor: Archii1
  • treść: Teraz rozumiem dlacz...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: